Idealne wkładki laktacyjne!

Hej:)

Jak byłam w ciąży, to czytałam o wszystkim co dotyczyło przyszłego macierzyństwa. Ale jakoś nie pamiętam, by było tam  napisane coś o wkładkach laktacyjnych i cieknących piersiach.. W mojej idealnej szkole rodzenia wspominano, że wkładki się przydadzą, ale tylko na początku. Karmiąc w szpitalu nie potrzebowałam żadnych wkładek. Kiedy wróciłam do domu zaczęło się.. W nocy nie chciałam spać w biustonoszu więc przykrywałam piersi pieluchą tetrową, ale robiło mi się zimno od mokrej pieluchy.. Zaczęłam sypiać w biustonoszu i polepszyło się, ale długo zajęło mi znalezienie idealnych wkładek. Kiedy karmię z jednej piersi z drugiej leci pokarm i to w sporych ilościach. Nie wspominając o tym co się dzieje pomiędzy karmieniami.. W szczególności z lewej piersi.. Mokre biustonosze, koszulki.. Masakra.. Ale znalazłam w końcu takie, które zaczęły spełniać swoje zadanie:)

Najgorsze według mnie to wkładki laktacyjne z Rossmana Babydream. Dostałam paczkę od koleżanki, bo jej zostały. Nie działają, przecieka wszystko..

Kolejne kiepskie wkładki laktacyjne, to Johnsons Baby.  Niby mają miejsce na sutek, ale są bardzo malutkie i na moich piersiach, które urosły w ogóle się nie sprawdzają. Zsuwają się z piersi..

Wkładki laktacyjne tommee tippee. Były w komplecie z laktatorem. Sprawdzają się jeżeli wymieniam wkładki, co godzinę.. Czyli tak naprawdę nie sprawdzają się.. Bo ciągłe zmienianie jest uciążliwe..

Wkładki philips avent. Pierwsze z jakim miałam do czynienia, polecone przez przyjaciółkę. Idealnie się sprawdzają. Tylko kilka razy zdarzyło mi się, że przeciekło. Mogły by mieć tylko lepsze plastry. 

Jednak najlepsze według mnie są wkładki chicco. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Są bardzo chłonne, jednocześnie delikatne w dotyku. Piersi są suche. Wkładki są wykonane z przewiewnego materiału. Mają również najlepsze plastry, które trzymają wkładki. 

Od kilku dni używam wkładek wielorazowych bambusowych. Najpierw wyprałam je kilka razy tak jak radzili. Póki co jestem zadowolona, zobaczymy jak będzie dalej:) Zakupiłam pięć par, wieczorem piorę ręcznie je i są gotowe do użycia:) Najlepsze w nich jest to, że są ładne, kolorowe, mam w biedronki :) Polecam! 


http://drogeria-ekologiczna.pl/eko-drogeria/dla-kobiet/wkladki-laktacyjne/wielorazowe-wkladki-laktacyjne-z-bambusowa-miekkoscia-biedronki-kokosi-1-para-ekodrogeria.html

Pozdrawiam!

Amelia

Karmienie piersią, dieta matki karmiącej, pierwszy płacz Amelki i inne codzienne sprawy:)

Hej!

7 tydzień życia mojej córki właśnie się rozpoczął. Co u nas słychać? Coraz lepiej:) Zacznę od sprawy, która nas rozśmieszyła w sobotę. Siedzimy sobie w dużym pokoju, mija 2 godzina snu Amelki, zaraz powinna się obudzić ( jak się budzi, to leży sobie cichutko w łóżeczku albo woła nas, ale zawsze spokojnie). A tu nagle słychać kwilenie.. Podbiegamy, a ona tak słodko zaczęła płakać.. Tak wiem brzmi to dziwnie, ale pierwszy raz zapłakała.. Od razu wzięłam ją na ręce, przytuliłam, zaczęłam do niej mówić i płacz zamienił się w śmiech:) Ubaw z mężem mieliśmy. Oczywiście zdarza się, że mała zapłacze, krzyknie na co dzień, ale to jest taki inny dźwięk i wiadomo, że chodzi o jedzenie (najlepiej teraz już natychmiast). I właśnie takie teraz już natychmiast zmusiło mnie do rozpoczęcia karmienia w miejscach publicznych. Pewnego dnia wybrałyśmy się na spacer, Amelka spała więc miałam tak mniej więcej 2 godziny spacerowania, ale obudziła się po 40 minutach, do domu było daleko i nie miałam siły biec taki kawał, to usiadłam na ławce, rozebrałam się i podałam małej pierś. Od razu pojawił się uśmiech na jej twarzy i ten uśmiech sprawił że przestałam się przejmować tym co inni sobie pomyślą. Oczywiście kilka przechodniów zwróciło mi uwagę, ale ich negatywne komentarze nie zrobiły na mnie wrażenia, było dla mnie ważne, że moje dziecko jest zadowolone. Mała popiła 15 minut i mogłyśmy iść dalej. Jako że miałam ostatnio urodziny dostałam od rodziców chustę do karmienia, zdawali sobie sprawę że trochę się wstydzę. Teraz jest to nieodłączny gadżet naszych spacerów. Idealnie zakrywa, co trzeba, ma specjalne okienko przez które można patrzeć na dziecko, w rogach ma ręczniczki, którymi można wytrzeć resztki mleka. Ma jedną wadę jak się dziecko zakrztusi, to trudno jest szybko wyjąć dziecko, ale na szczęście zakrztuszenia są coraz rzadsze. A to moja chusta: http://mamabu.pl/chusta-do-karmienia-piersia-niebieskie-kropki-mama-bear

A teraz trochę o karmieniu piersią. Jeszcze przed narodzeniem Amelki wiedziałam, że chcę karmić piersią. Amelka po urodzeniu od razu została przystawiona do piersi i tak zaczęła się nasza przygoda z karmieniem. Karmię ją na żądanie. Zazwyczaj w ciągu dnia jest to co trzy godziny, czasem zdarza się co 1,5. W nocy na początku też było co 3 godziny, teraz jest co 4-5 godzin, zależy ile zje przy usypianiu. Nocne karmienia nie są dla mnie męczące. Do pierwszego karmienia mała śpi w łóżeczku, potem biorę ją do naszego łóżka, przystawiam do piersi i najczęściej ja zasypiam zanim ona skończy jeść, jak kończy po prostu wypuszcza brodawkę i śpi do kolejnego karmienia. Wysypiam się w nocy, chociaż nie powiem czasem rano tęsknię za czasami kiedy nie było pobudek i można było spać snem ciągłym:) A co jem jak karmię piersią? Odpowiedź jest jedna-jem wszystko. Jem wszystko na co mam ochotę. Większość osób jest zdziwiona jak widzi co jem ( uwielbiam fasolę z ogródka mojej mamy i od razu po porodzie zaczęłam ją gotować, bo nie wyobrażam sobie lata bez fasoli z cebulą). Wcinam słodycze, oczywiście ograniczam się, bo chcę schudnąć, ale czasem mam taką ochotę:) Jem kapuśniak, gołąbki i inne rzeczy które są „zabronione” jak się karmi. Nie jem tylko tych rzeczy, po których mi było w ciąży niedobrze (kalafior, cebula). Piję dużo wody i zielonej herbaty, innych napoi nie piję.  A jak mała się czuje? Bardzo dobrze. Nie mamy kolek, wypróżnia się regularnie, bezproblemowo. No na dzisiaj starczy, do 19 ( do czasu kąpieli) chcę jeszcze trochę w domu porobić:)

amee

Pozdrawiam!

Pierwsza rocznica ślubu:)

Hej,

15.08.2014 przypadła pierwsza rocznica naszego ślubu:) Jak świętowaliśmy? Nijak:) Cieszyliśmy się tym, że jest nas troje:) Poszliśmy sobie na spacer, a potem mieliśmy gości, którzy przyszli zobaczyć Amelię:) I tak minęła Nam pierwsza, papierowa czy też bawełniana rocznica ślubu:) Rok temu nie myślałam o tym, że będę w ciąży.. Było to dla Nas zaskoczenie. Teraz nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej:) Jak zmieniliśmy się przez ten rok? Teraz na pewno nasze relacje uległy zmianie. Priorytetem stała się córka. Na pewno mamy mniej czasu dla siebie. Ja wieczorami szybko idę spać, mój mąż siedzi do późna. Czasem sypia w dużym pokoju.. Rzadko kiedy jadamy nasze wspólne śniadanka, które tak celebrowaliśmy od początku naszego związku( teraz zdarza nam się to w weekendy), z obiadami idzie nam już lepiej, bo najczęściej Amelia śpi jak mąż wraca z pracy i możemy razem sobie zjeść. Ale czy to oznacza że oddaliliśmy się od siebie? Nie sądzę. Wręcz przeciwnie. Czasem mnie denerwuje, to oczywiste.. Mój mąż jest perfekcjonistą. Uważa, że wszystko sam zrobi najlepiej i najchętniej by robił wszystko za mnie przy Amelii. Musiałam mu dużo tłumaczyć, że ja też robię to dobrze, że ja też potrafię. Jest postęp:) Zwracanie mi uwagi nie wpływało na mnie dobrze, pogłębiało smutek.. Ale na szczęście z tym się uporaliśmy:) Jak żyć z perfekcjonistą? Nie znam odpowiedzi, na pewno nie jest łatwo, ale za to jest cudownie:) 

Pozdrawiam!

Mam już miesiąc! Jestem niemowlakiem:)

Hej:)

amee

Wczoraj minął pierwszy miesiąc życia Amelki:) Jak ten czas szybko leci.. Pamiętam jakby, to było wczoraj. A moja mała już tak urosła. Waży już 5 kilo, co jest odczuwalne jak znoszę i wnoszę wózek na 3 piętro:) Ale trzeba ćwiczyć, żeby wrócić do formy sprzed ciąży:) Ciesze się, że mój pokarm tak służy córce i że mogę ją karmić piersią. Te chwile, w których siedzimy czy też leżymy sobie razem i się karmimy są dla mnie magiczne. Czasami mnie męczą, nie powiem, jak trwa to długo.. Ale jej uśmieszek jak się naje jest niesamowity i wynagradza wszystko:) Amelka coraz bardziej interesuje się otoczeniem. Wodzi za nami wzrokiem. Wydłużył się czas spania w nocy, Amelka budzi się teraz co 4 albo 4 i pół godziny, w dzień ma więcej chwil, w których nie śpi. Wtedy słuchamy sobie muzyki, oglądamy czarno-białe obrazki albo wpatrujemy się w siebie i rozmawiamy:) Nasze rozmowy nie mają końca.. Pojawiło się już pierwsze „gu”, z którego byliśmy bardzo dumni! Mała lubi leżeć na brzuszku, nie mogłam doczekać się kiedy odpadnie kikut pępowinowy, wyjątkowo długo był- 23 dni. Leżąc na brzuszku podnosi główkę i utrzymuje ją parę sekund. Ostatnio zaczęła już się śmiać świadomie kiedy do niej się uśmiechamy:) raz nawet pisnęła z radości, ale to udało się akurat osiągnąć babci:) Codziennie chodzimy na spacery, jeździmy ostatnio często do lasu, a raz byliśmy na dłuższej wyprawie ( co prawda 50 km, ale zawsze coś:)) u moich rodziców. Mała przespała całą drogę więc podróż nie była uciążliwa. I tak rośnie mój mały skarb, a ja się cieszę, że mam taki cud w domu:) 

amee1

 

A dziś mąż organizuje dla kolegów pępkowe, czyli nasza Mała będzie zdrowa:)

amee2

Pozdrawiamy!

Depresja poporodowa? Wahania nastroju? Hormony? Organizacja dnia!

Dobry wieczór, 

od rana zbieram się do napisania notki, ale schodzi mi strasznie:) Teraz mam chwilę przed kąpielą Amelki. 

Kiedy wróciliśmy do domu ze szpitala przez pierwsze dni oswajałam się z nową sytuacją. Po tygodniu zauważyłam u siebie, że łapią mnie chwile, w których chce mi się płakać.. Łzy same napływały do oczu.. Mój mąż patrzył na mnie dziwnie i pytał co jest? Nie potrafiłam odpowiedzieć. W tych chwilach ogarniało mnie przeświadczenie, że nie poradzę sobie z tym wszystkim, że to mnie przerasta. Chwile te trwały na szczęście niezbyt długo, ale w drugim tygodniu życia Amelki pojawiały się w często. Nie wiem co to było, ale na szczęście już minęło.. Za radą przyjaciółki patrzyłam sobie wtedy na Amelkę, docierało do mnie, że przecież świetnie sobie radzę. bardzo pomogła mi też mama, która przyjeżdżała do mnie na początku. Uważam, że jakaś bliska osoba przez pierwsze dni powinna być przy nas. Nie chodzi o pomoc przy dziecku, tylko własnie żeby nas wesprzeć. Teraz za to ogarnia mnie wielka radość! Powoli mamy wyznaczony rytm dnia, w którym świetnie się odnajduję. Nie mam czasu na wszystko, to oczywiste..ale co tam.. ( gdzie te chwile z czasu ciąży kiedy nie wiedziałam co robić z wolnym czasem, kiedy wszystkie książki były przeczytane, filmy obejrzane, kiedy nie mogłam doczekać się narodzin Amelki, gdzie są te chwile?:)) Nie muszę wszystkiego robić, najważniejsza jest Ona. Obiad? Z tym dajemy radę, staram się gotować na dwa dni, raz w tygodniu dokarmia nas słoikami mama:). Sprzątanie? Wystarczy jak ogarniemy raz na tydzień. Prasowanie? A niech leżą te kupki ubrań, mamy co nosić:) Pranie? Wrzucenie jest łatwiejsze i szybsze:) Film? Nie muszę oglądać. Książka? Chętnie bym poczytała, ale teraz ważniejszy jest dla mnie sen. Niedługo wydłuży się nocny sen Amelki, także zacznę lepiej się wysypiać, teraz wstaję co 3 godziny na karmienie. Także kiedy najdą was chwile zwątpienia, podzielcie się z kimś z tym. Rozmowa z partnerem również pomaga, wystarczy samo przytulenie:)

Sapka, katarek, zatkany nos u noworodka

Witamy:)

Kiedy minął pierwszy tydzień u naszej małej pojawił się zatkany nos. Wcześniej mieliśmy wizytę pani doktor, która powiedziała, że jeżeli mała zacznie oddychać „jak dzik”, to to jest sapka i nic się złego dziecku nie dzieje, można jej wkropić soli fizjologicznej trochę do noska, i wyciągać gruszką czy aspiratorem wydzielinę. Ale u nas to było straszne.. Mała normalnie się dusiła, musieliśmy jej zmieniać pozycję żeby spłynęło, żeby mogła spokojnie złapać oddech. Najpierw mówimy może katar, może było za zimno.. No to zakrapialiśmy jej nos i potem używaliśmy Fridy do zabierania gilów:) ( polecam Fridę, bo gruszką jest bardzo ciężko). Ale wydawało nam się, że po tej soli to jeszcze gorzej jest ( zakrapialiśmy Disne Mar). Wyczytaliśmy, że zakrapia się jak w nosie są „sucharki”, a nos naszego dziecka był czysty. I tak przeglądałam internet o co chodzi z tym, że ona się tak dusi.. To było najbardziej uciążliwe przy karmieniu, bo ona chciała jeść, ale nie mogła oddychać.. Znalazłam w końcu w necie, że to może być zalegający pokarm. Amelka zachłystywała się przy karmieniu, musiałam ją najczęściej na leżąco karmić, bo w tej pozycji najmniej. Wyczytałam jeszcze w jakiej pozycji ją karmić, żeby się nie zachłystywała i żeby nie zalegał jej pokarm. Zaczęliśmy to stosować i zniknęło. Amelka oddycha normalnie, czasem po nocy ma zapchane zatoki, ale pięknie radzi sobie sama, kilka razy kichnie i znika:) Nie musimy wyciągać gilów, bo ich nie ma. Ale te kilka dni kiedy widziałam jak moje dziecko się dusi.. masakra.. Dobrze, że mój mąż opracował jak ją nosić i w które pozycje jej ułatwiają oddychanie. Na szczęście 3 dni i minęło. 

POZDRAWIAM:)

Moje trzy tygodnie z Amelką:)

Hej:-) Dawno mnie nie było.. Ale postaram się nadrobić zaległości:) Może to przez złą organizację czasu, chociaż nie.. Bo nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu.. Amelka w pierwszym tygodniu budziła się tylko na jedzenie, w ciągu dnia co 2-3 godziny, a w nocy co 4 godziny. Ja spałam kiedy ona spała. Chociaż na początku jak wróciliśmy ze szpitala rzuciłam się na ogarnianie domu, ale potem dałam sobie z tym spokój, to wszystko może poczekać, Ona jest najważniejsza, a jak i ona to i ja, czyli mój odpoczynek:). W pierwszych tygodniach bardzo pomogła mi mama, która dbała ( dba nadal:)) bym jadła, bo zna mnie i wie że w ferworze walki mogłabym zapomnieć o jedzeniu. Ale nawet sama obecność kogoś kiedy mąż poszedł do pracy była dla mnie ważna.  Amelka jest cudowna. Tak wiem wszystkie mamy piszą tak o swoich dzieciach:) teraz to rozumiem.. Teraz rozumiem jak to jest.. Bo przecież jest najmądrzejsza, najpiękniejsza, najgrzeczniejsza, najsłodsza, naj, naj, naj:) ( gdy to napisałam moje Szczęście właśnie się przebudziło i już myślałam, że nie dokończę pisania, i znowu odłożę notkę, ale na szczęście zmiana boczku, i dalej śpi:)) Powoli już zaczynamy uczyć się i rozumieć ją co raz lepiej. Tak jak pisałam w pierwszym tygodniu mała dużo spała. Od drugiego tygodnia aktywność Amelki zwiększyła się, zaczęla częściej otwierać oczy ( oczywiście piękne oczy:)). W nocy karmienie pozostaje, co 3-4 godziny.

spanko

Amelka zasypia sama w łóżeczku, a potem na karmienie biorę ją do łóżka naszego, czasem jak usnę, to zapominam jej odłożyć do jej łóżeczka i śpi już z nami. W dzień już jak się naje zaczyna rozglądać się.

obrazek

Lubi oglądać czarno-białe obrazki, po 10 minutach muszę zmienić obrazek, bo się nudzi, ale nie mogę nadziwić się jak ją to interesuje. Bardzo lubi wpatrywać się w nasze twarze. I tak mijają nam dni.

aaa

Na szczęście chwile gdy czułam się bardzo przygnębiona, zmęczona minęły.. Ale to chyba normalne, że po porodzie łapią nas chwile zwątpienia czy damy radę.. A czemu mamy nie dać rady? Nasze mamy dały, babcie, przyjaciółki, sąsiadki, to i my DAMY! Cieszę się, że mam ogrome wsparcie męża. W pierwszym tygodniu dzielnie pomagał mi w nocnych karmieniach, nosił, usypiał Amelię. Teraz kiedy już je na śpiocha w nocy, mąż może się wyspać, chociaż i tak większość czasu spędza na czuwaniu, bardzo jest przejęty rolą ojca:) Jestem z niego bardzo dumna! 

W ciągu dnia chodzimy z Amelką na spacery. Wyszłyśmy na pierwszy spacer 9 dnia. Nasz wózek sprawdza się w każdych warunkach, bo pierwszą wycieczkę do lasu też mamy już za sobą:) Mała po spacerach śpi jeszcze lepiej:) 

fotelik

Pozdrawiamy:)

Co tak naprawdę przydało mi się w szpitalu!

Hej, hej 

Znalazłam chwilkę, by coś napisać:) Chociaż przy mojej Amelce, to nie jest trudne. Mała jest bardzo grzeczna ( nie zapeszając:)). Ma swoje humorki. Parę nocy mieliśmy z małą ilością snu, ale do wytrzymania :) Nie mogę się doczekać kiedy wyjdziemy na spacer. Mała może już wychodzić, pogoda dobra, tylko ja.. Mam katar i czekam aż mi minie, może jutro się uda:)

Wracając do tematu postu, co tak naprawdę przydało mi się z moich toreb. Na samą salę porodową wzięłam koszulę ( rodziłam w swojej, bo w szpitalu akurat skończyły się koszule..jakoś udało się doprać), płyn do kąpieli ( wzięłam swój ulubiony, ale jego zapach mnie jednak trochę drażnił teraz wzięłabym neutralny), papier toaletowy, ręcznik, woda, żel położniczy i dwie jak dla mnie niezbędne rzeczy- opaska ( grzywka mnie denerwowała od początku) i pomadka nawilżająca ( miałam bardzo spierzchnięte, popękane usta, ale na szczęście carmex mnie uratował:)) W czasie porodu nie musiałam nic jeść, chociaż moja położna kazała mi spakować lizaki, landrynki.

Leżąc na sali niezbędne okazały się podkłady na łóżko jak i podkłady ginekologiczne. Wzięłam ich za mało. Podkłady na łóżko wymienialiśmy gdzieś tak, co 2 godziny, żeby mi się komfortowo leżało. Polecam te duże, bo łatwiej nimi manewrować. Majtki poporodowe zaczęłam nosić dopiero w domu. W szpitalu lekarz zakazał mi, powiedział, że rana ma się wietrzyć cały czas. I może dzięki temu tak ladnie mi się wszystko goi:). Wkładek laktacyjnych jak i biustonosza w szpitalu nie używałam. Leżałam w koszuli ( potem dostałam szpitalną:P), a moja mama kazała mi piersi owijać pieluchą tetrową ( mimo tego, że było gorąco ciągle je miałam zakryte, ma to zapobiec wszelakim dolegliwością piersiowym, również się sprawdziło:) do tej pory nawet jak mam biustonosz, to zawiązuję też pieluchę. Żel na brodawki, nakładki na brodawki nie były mi potrzebne. 

To taki krótki wpis o tym, może komuś się przyda:) Pozdrawiam

Amelia

Jesteśmy w domu! Pobyt w szpitalu, poród, najszczęśliwsze chwile!Nowy rozdział w życiu-macierzyństwo!

Witajcie, 

wyszliśmy w końcu ze szpitala:). Jak wiecie oczekiwanie na Amelię trwało długo, zaczął się już 42 tydzień. W zeszłą sobotę kończyło mi się zwolnienie i jako, że lekarz mi nie chciał wystawić kolejnego, musiałam położyć się w szpitalu. Oczywiście poza codziennym ktg, mierzeniem ciśnienia i badaniem ( cały czas rozwarcie 2cm) nic się działo. Aż tu nagle noc 29 lipca.. Koło 12 obudziły mnie skurcze, były co 15 minut, do wytrzymania, ale nie mogłam już spać. O 2.30 odeszły mi czyste wody, skurcze zaczęły być tak co 7 minut, potem co 5. Bolało, w trakcie skurczu oddychała „jedynką” pomagało. Cieszyłam się, że jestem sama na sali. O 4 poszłam do położnej i powiedziałam, że mam skurcze co 4 minuty i odeszły mi wody. Kazała mi iść spać.. Jak spać?! Przecież boli.. Nie mogłam doczekać się 5, wtedy otwierają oddział i będzie mógł mój mąż przyjechać, tak bardzo go już potrzebowałam.. Zadzwoniłam po 5 i 10 minut, i byl. Zdziwiony, że ja nie na sali porodowej, że tak często są skurcze, ja sama tutaj.. O 6 położna wzięła nas na porodówkę, tam od razu chciano mi zrobić lewatywę, na którą nie wyraziłam zgodę, co ich zdziwiło ( miałam robioną dzień wcześniej jako jedna z metod naturalnych, która przyspiesza poród, czułam się fatalnie po niej, a że nic nie jadłam uważałam, że kolejna jest mi niepotrzebna), no to bach kładą mnie na łóżko i podłączają do ktg. Ja nie chcę leżeć, bo boli strasznie, ja chcę rodzić AKTYWNIE.. ale musieli podłączyć, odliczam kiedy minie pół godziny, czas się dłuży.. Mąż w tym czasie dzwoni po naszą położną, badają rozwarcie i jest 4 cm. Pomysłałam jeszcze nawet nie połowa.. Ale odpinają mnie i aktywnie oddycham podczas skurczów, chodzę, kucam, położna z porodówki w tym czasie je śniadanie.. kazała mi kręcić biodrami pomiędzy skurczami, a jak skurcz to kucać, podziękowałam za rady. Poszliśmy z mężem pod prysznic, bo było mi gorąco, ale woda na tym etapie porodu mnie drażniła. W ciągu pół godziny pojawiła się moja położna. Zaczęłyśmy oddychać, z nią od razu łatwiej, nie to co sama. Skurcze już były niedozniesienia. Kazała mi iść do toalety i w takiej pozycji przetrwać kilka skurczów, kiedy wróciłam z toalety miałam już 10 cm rozwarcia. Mówię, wow 2 godziny od wejścia, 2 godziny nieznośnego bólu.. Ale co okazuje się, że główka za wysoko, by przeć ( mi do końca ciąży nie obniżył się brzuch), lekarze chcą mi podać oksytocynę, by pobudzić skurcze, moja położna nie zgadza się. Poszłyśmy pod prysznic tam kucałam i w momentach kiedy chciałam przeć-miałam prychać, ona polewała mnie wodą, która koiła ból, jedyny moment na porodówce bez bólu.. Potem na materacu oddechy w czasie skurczów, pod koniec w kuckach mogłam przeć, jaka to była ulga.. Główka zeszła sama, weszłam na fotel, 30 minut parcia i urodziła się moja „kruszynka” :-). Amelia ważyła 4150, długość 58 cm, dostała 10/10. Kiedy dowiedziałam się o jej wadze, nie uwierzyłam.. Mówię taka duża, przecież USG pokazywało tylko „3700″. Kiedy podali mi ją na ręce, wtuliła się w moje piersi, mąż trzymał mnie za rękę, ja do niej mówiłam, płakałam, mąż miał szklanki w oczach, nawet nie poczułam kiedy urodziłam łożysko. Małą wzięli na badania, a mnie do szycia, bo miałam nacinane krocze, chociaż nie chciałam, ale obawiano się właśnie że może być duże dziecko i że pęknie. Zostałam dobrze zszyta, póki co rana goi się doskonale, wystarczy dbać o nią, zobaczymy jak będzie po odejściu szwów.. Pół godziny wróciłam na salę, tam przystawiłam małą do piersi i tak zacząl się w moim życiu rozdział MACIERZYŃSTWO:-) 

Nie chcę nikogo straszyć porodem, nie chcę nikogo namawiać do świadomego porodu, ale poród bez znieczulenia jest możliwy i taki każdej z Was polecam. Boli.. boli strasznie.. nie wierzę jak ktoś mówi, że nie bolało ( może kolejne mniej..) Ale to się zapomina. Ja jestem z siebie dumna, bardzo dumna, że dałam radę. Jest to pierwsze wydarzenie w moim życiu, z którego jestem tak dumna! Już rozumiem uczucia mojej mamy..  Na dziś starczy wracam do swojego szczęścia i męża ( nie pisałam o tym,ale jest niezbędny przy porodzie:-))  Będę opisywać wszystko w osobnych notkach:)

A to Nasza Amelka melak